nowe artykuły

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą featured. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą featured. Pokaż wszystkie posty
Natura nieraz nas zaskakiwała. Należy jednak przyznać, że bohater mojego dzisiejszego artykułu jest najpiękniejszym wrakiem statku, jaki pojawił się na planecie Ziemia. Poznajcie wybudowanego 105 lat temu SS Ayrfield, który po latach stał się niezwykłym lasem na wodzie! 

autor fotografii: Rodney Campbell

Przypomnijmy sobie na początku znaczenie skrótowca przed nazwą naszej jednostki pływającej- SS. Gdy zobaczymy te dwie litery przed dalszym mianem, możemy być pewni, że jest to statek parowy. Oznaczają one bowiem steam ship, bądź screw steamer. Materiałem budulcowym parowca była jak w większości ówczesnych przypadków- stal. SS Ayrfield wybudowano jako model jednoślimakowy- oznacza to, że posiadał tylko jedną śrubę napędową. Dla porównania- Titanic miał ich 3.

Nierzadko w historii żeglugi zdarzało się, że wytwór danego przedsiębiorstwa przechodząc w ręce innego właściciela, zmieniał swoje imię. Tak stało się również w tym przypadku. SS Ayrfield pierwotnie ochrzczony był wdzięcznym tytułem SS Corrimal. Nazwa ta nie pojawiła się przypadkiem, jako że na wschodnim wybrzeżu Australii znajduje się przemysłowe miasto Wollongong, a w nim, jedno z przedmieść- Corrimal.

Statek został zbudowany przez spółkę Commonwealth Government i przez długi okres czasu pełnił istotną funkcję- w trakcie II wojny światowej transportował niezbędne środki dla amerykańskich żołnierzy, którzy stacjonowali w okolicach Pacyfiku. Jednak po 40 latach posługi, odsprzedano go firmie Miller Steamship Company Ltd i właśnie wtedy jego imię uległo zmianie na powszechnie znane SS Ayrfield. Statek przewoził wówczas węgiel na trasie między Newcastle, a terminalem nowego właściciela w Zatoce Blackwattle. 


Czy obiła Wam się kiedyś o uszy nazwa pewnej zatoki- Homebush? Jeśli jesteście miłośnikami nadzwyczajnych miejsc, lub uwielbiacie żeglugę morską, to z pewnością kojarzycie ten obszar jako cmentarzysko statków. Umiejscowiona w południowo- wschodniej części Australii zatoka jest także miejscem spoczynku SS Ayrfield. Parowiec został tam dostarczony po ok. 60 latach służby. Mimo pokaźnej kolekcji statków w tym obszarze, to właśnie Ayrfield jest główną atrakcją całej zatoki. Ani jeden jego sąsiad bowiem nie jest aż tak otoczony przez naturę! I właśnie ta wyjątkowość zachęca fotografów z całego świata, aby przybyć do Australii i wykonać kilka niecodziennych zdjęć. Google earth podczas wędrówki po globie również nie zaprzepaściło szansy udokumentowania tego cuda:



Na świecie istnieje wiele cmentarzysk różnych środków transportu (o niektórych z nich możesz przeczytać w tym artykule: 5 miejsc, w których leży maszyna pogrzebana), jednak to niewątpliwie SS Ayrfield zapewnia nieszablonowość australijskiemu Homebush. Wciąż postępująca tam przyroda sprawia, że człowiek nieraz się zastanawiał, jak potężna może być natura i czy można z nią wygrać. Czym byłaby nasza planeta bez takich widoków?



Źródła:
www.mymodernmet.com
www.amazingplacesonearth.com
www.afloat.com.au
Nie ulega wątpliwości, że budowa elektrowni jądrowych niesie ze sobą wiele korzyści. Zakłady te rzadko ulegają awariom, nie zmieniają diametralnie środowiska wokół siebie, uzyskana energia jest tańsza od tej, którą otrzymuje się w innych typach elektrowni, a dodatkowo- stopień zanieczyszczenia atmosfery przy ich obsłudze jest niższy. Pozostawmy jednak w tym miejscu zalety i skupmy się na towarzyszących pracy reaktora niedoskonałościach- a konkretnie na jednej- transporcie ładunków promieniotwórczych. 



Wszyscy znamy historię Titanica. Niewiele jednak osób wie, że maszyna ta była tylko jedną z wielu, która zniesławiła imię rodzimego przedsiębiorstwa. Należy przyznać jedno- White Star Line nie miało sobie równych... ale tylko i wyłącznie w zatapianiu statków i wysyłaniu podróżnych na tamten świat. Ile ludzkich żyć kosztuje do niczego nieprowadząca rywalizacja? I czy można w to wszystko wplątać fatum?

RMS Republic wikipedia.org

White Star Line uważany był za konkurenta linii żeglugowej Cunard. I to całkiem niesłusznie. Otóż Cunard
radził sobie świetnie na rynku. Zarządzał nim rozsądny człowiek, co sprawiło, że jego statki słynęły z niezawodności, wysokiego bezpieczeństwa i punktualności. Mało tego- każda kolejna zbudowana maszyna była lepsza od poprzednika. A White Star Line? Aby uniknąć całkowitego bankructwa, szefostwo nad nią przejął Joseph Ismay. Niestety, wiele z eksploatowanych maszyn było pechowych i ulegały ogromnym zniszczeniom. Rywal Josepha zyskiwał natomiast coraz to większe zaufanie. Dyrektor koncernu nie zniechęcił się do końca, a widząc postępy Cunarda, postanowił spłatać złośliwemu losowi figla i wypuścić nowy parowiec, którym zwojuje świat. Mimo wielu prób, statki nadal nie były bezpieczne, a na ich pokładach ginęło setki ludzi. Jakie były tego przyczyny? W końcu musi być bardziej racjonalne wyjaśnienie, niż tylko ciążące nad linią fatum. 

W 1854 roku, w swój pierwszy i zarazem ostatni rejs wyruszył Tayleur, który nie bez powodu został ochrzczony potoczną nazwą "Pierwszy Titanic". Po 2 dobach przemierzania bezkresnej wody, statek poszedł na dno. W wyniku tragedii z 650 podróżnych, zginęło 360. Zwykły pech? Nie w tym przypadku! Największa wina spadła w tym momencie na człowieka. Jak się okazało- maszyna konstruowana była przez Januszy Inżynierii. Sama budowa okrętu, będąca zbyt wyniosła, uniemożliwiła poprawne działanie wielu niezbędnych przyrządów, jak chociażby kompasu. Jak na ironię- nikt nie zauważył tego przed wyruszeniem w podróż. Druga i zarazem niezwykle amatorska przyczyna to... brak doświadczonej załogi. Okazało się, że 71 osobowy zespół składał się wyłącznie z przypadkowych, lub nie do końca wyszkolonych marynarzy. Część z nich nie znała języka angielskiego, a duża część postanowiła służyć na pokładzie tylko po to, by za darmo dopłynąć do Australii (taki był bowiem cel podróży). Ekspedycji nie sprzyjały również złe warunki pogodowe.

RMS Atlantic www.whitestarhistory.com
Po 19 latach doszło do kolejnej katastrofy- tym razem na pokładzie RMS Atlantic, zginęło 585 osób. Liczba ta spowodowała, że przez pewien czas utonięcie tego statku uważano za najpoważniejszy wypadek na Atlantyku. Tym razem winę należy zrzucić na uniemożliwiający bezpieczny rejs stan atmosferyczny. Podczas podróży zerwał się sztorm, przez który maszyna już nigdy nie dotarła do Nowego Jorku. Starszy mechanik podpowiedział, że jeśli postawi się opór burzy morskiej, to może nie wystarczyć węgla na pokładzie. Dlatego też okręt skierowano do Nowej Szkocji. Podczas przemierzania nowej trasy, wszechobecne ciemności utrudniały zlokalizowanie konkretnego położenia na oceanie. Po 2 godzinach okazało się, że jednostka zbliża się ku ostrym skałom. Mimo, że udało się na nie nie wpaść, statek otarł się o nie. To sprawiło, że na pokład zaczęła dostawać się woda, a środek transportu poszedł na dno.

W 1897 roku doszło do tragedii z udziałem innego tworu linii White Star Line. SS Naronic w wyniku zderzenia się z górą lodową, zatonął. Życie straciło 74 pasażerów. 10 lat później rozbił się Suevic, jednak nikt nie zginął. RMS Republic to transatlantyk zbudowany dla Dominion Line, a jego początkowa nazwa to SS Columbus. Swoje pierwsze dwie podróże przebył właśnie dla tej linii, a następnie został sprzedany przedsiębiorstwu pod dowództwem Josepha Isamaya. Tam właśnie jego tytuł został zmieniony. Jak można się domyślić- pod władaniem Dominion Line, statek bezpiecznie docierał do portów docelowych.

23 stycznia 1909 roku odbył się rejs już pod skrzydłami White Star Line. Przemierzający trasę między Nowym Jorkiem, a Gibraltarem statek po pewnym czasie napotkał swoją pierwszą przeszkodę- gęstą mgłę. W celu zapewnienia odpowiednich środków bezpieczeństwa, maszyna zwolniła, a następnie zaczęła nadawać sygnał dźwiękowy, który informował innych wilków morskich o swojej lokalizacji. Gdy okazało się, że do transatlantyka zbliża się inny liniowiec, kapitan nakazał szybki odwrót. Gwałtowna decyzja nie poskutkowała, a potężny SS Florida wbił się dziobem w środkową część kadłuba Republica. Zginęło 6 osób.

Uwieńczeniem kariery Josepha Ismaya miały być powszechnie znane "trojaczki": Olympic, Titanic i Britannic. Potęga i luksus maszyn miały wzbudzić zazdrość Samuela Cunarda. Nie można było ukryć, iż przepych widoczny na 3 wcześniej wspomnianych tworach zdecydowanie przerastał Lusitanię i Mauretanię, które zostały skonstruowane dla rywala. Jak później się okazało, "cudowne trio" White Star Line nie były w stanie zapewnić bezpieczeństwa podróżującym, do czego oczywiście się nie przyznano. Umieszczono za mało łodzi ratunkowych (bo psuły okazałość parowców) i kamizelek, a sama konstrukcja chociażby Titanica była zbyt słaba. Wszystkie gwarancje o bezkolizyjnej podróży w przyszłości okazały się być tylko nic nie znaczącymi przechwałkami.

Wysnuwając wnioski ze wszystkich historii, można zauważyć, że większość katastrof była spowodowana brakiem zdrowego rozsądku i nieostrożnością. Wyścig szczurów sprawił, że Ismay zwracał uwagę tylko i wyłącznie na okazałość swoich maszyn, a w swoich działaniach nie dopuścił nawet myśli o kolizjach i zatonięciach. Brak doświadczonej załogi, która do końca nie potrafiła obsługiwać statku i podróżnych nie była w stanie wszcząć odpowiednich kroków w sytuacji zagrożenia. Innym kardynalnym błędem było niezapewnienie odpowiednich środków bezpieczeństwa, które np. w katastrofie Titanica okazały się być kluczowe. Z resztą- przekonali się o tym jego konstruktorzy, idąc na dno wraz ze statkiem. Zaistniałe przy złych warunkach atmosferycznych niebezpieczeństwo można załagodzić korzystając z niezbędnych urządzeń. Ale o czym my tu mówimy, skoro nawet one nie działały poprawnie? Bez wątpienia podejmując wiele dodatkowych środków ostrożności, zdecydowanie mniej ludzi zginęłoby w otchłani oceanu.    


Źródła:
"Dziewicza podróż"- Geoffrey Marcus
blog.liverpoolmuseums.org.uk/2010/02/wreck-of-the-tayleur/
"Famous Liners of the Past Belfast Built"- Dunn, Laurence
Pierwsze miejsce pod względem wielkości w Polsce i czwarte w Europie, 130 wystawców, wiele premier, a także pięknych kobiet. Możliwość poszerzenia wiedzy i zapoznania się z interesującymi newsami sprawia, że jest to obowiązkowe wydarzenie dla zmotoryzowanych Panów i Pań. Tak mniej więcej wyglądają opisy organizatorów. Czy wszystko wyszło tak jak planowano? Zapraszam Was do zapoznania się z fotorelacją z poznańskich targów motor show! 


W 2014 roku na terenie naszego kraju doszło do 34 970 wypadków drogowych. W ich wyniku zginęły 3 202 osoby, a rannych było zdecydowanie więcej- 42 545 ludzi. Wiele państw stara się wprowadzić coraz to skuteczniejsze rozwiązania i zmniejszyć w ten sposób ilość tragedii na ulicach. Aby tego dokonać, należy zredukować najczęstszą przyczynę kolizji, czyli błąd człowieka! Tylko... jak sprawić, żeby kierowca nie był czynnikiem stłuczek, skoro to właśnie on panuje nad maszyną? Zostawmy to specjalistom, w końcu w XXI wieku dla technologii jest wiele możliwe!


Okazuje się, że w ciągu ostatnich 4 lat, aż 9 modeli szwedzkich samochodów Volvo nie brało udziału w śmiertelnych wypadkach na obszarze Stanów Zjednoczonych. Warto również wspomnieć, iż Szwecja może poszczycić się jednym z najniższych wskaźników występowania tragedii na drogach w Europie. Obie kwestie są niezbitym dowodem na to, że państwo skandynawskie nie pozostaje bierne od lat na niebezpieczeństwa związane z tymi środkami transportu. Nie wprowadza również takich rozwiązań jak w Polsce. Okazało się bowiem, że zwiększenie kontroli policyjnych na terenie naszej ojczyzny, zmniejszyło odsetek kolizji drogowych. Więc... jak to robią Szwedzi?

Już od dłuższego czasu w Szwecji realizuje się program o nazwie "Wizja Zero". Jego celem jest całkowita redukcja wypadków na drodze, a co za tym idzie- zmniejszenie liczby rannych i zabitych. Aby osiągnąć planowane założenia, firma Volvo ogłosiła, że do 2020 roku rozpocznie produkcję samochodów, które wyciągną z każdej drogowej opresji kierowcę i pasażerów. Maszyny będą posiadać wiele dodatkowych funkcji i urządzeń, które zapewnią poczucie bezpieczeństwa. Projekt koncernu volvo zakłada, że auto samodzielnie będzie rozpoznawać ważne elementy związane z ruchem drogowym. Dotyczy to m.in. innych samochodów, czy pasów na jezdni. Inżynierowie będą pracować nad tym, aby nie było możliwości przejechania "zebry" z niekontrolowaną prędkością podczas jazdy na prostej drodze. Pojazd o własnych siłach analizować będzie także znaki drogowe, a szczególną uwagę ma zwracać na ograniczenia prędkości. Auto zablokuje wówczas możliwość przekroczenia dozwolonej szybkości. Oczywistym aspektem będzie również autonomiczne hamowanie przed niespodziewanymi zdarzeniami np. wbiegnięciem zwierzęcia, bądź pieszego na drogę. Ostatnia funkcja została już wprowadzona do szwedzkich maszyn.

Czy warto wprowadzić owe idee? Owszem, ilość wypadków drogowych może się błyskawicznie zmniejszyć. Jest jednak kilka "ale". Założę się, że cena tych samochodów przewyższy wartość innych aut. Mimo, iż Szwecja nie jest biednym państwem, nie każdy będzie mógł pozwolić sobie na taki nabytek. Ponadto, przedsiębiorcy nie będą chcieli rozprowadzać swojego projektu wyłącznie w ojczyźnie, a na terenie całej Europy. Naprawa któregoś z czujników odpowiadającego za bezpieczeństwo także nie będzie należała do tanich inwestycji. Niemniej jednak, należy pamiętać o tym, że ludzkie życie jest zdecydowanie więcej warte, niż najdroższy samochód, a samego istnienia człowieka nie można przeliczyć na pieniądze.  System automatycznego zmniejszenia prędkości z pewnością ograniczy brawurowych kierowców, ale... co w sytuacjach nieprzyjemnych, z których trzeba wyjść samemu obronną ręką? Lub komuś pomóc np. dowieźć poszkodowanego jak najszybciej do szpitala? Chociaż znajdzie się kilka minusów, koncepcja jak najbardziej na plus.

W tyle nie pozostaje jednak Ford Motor Company. Także i to przedsiębiorstwo pracuje nad autonomicznym hamowaniem w wypadku pojawienia się przeszkody. Wszystko jest jeszcze w toku, obecnie udało się opracować system, który zatrzymuje samochód, gdy przeszkoda jest nieruchoma, lub porusza się z prędkością o 30 km/h mniejszą niż auto. Ponadto, warto poznać innowację w historii korporacji- Obstacle Avoidance. System ten skanuje każdy element, który pojawi się w zasięgu 200 metrów. Następnie, zdobyte informacje przekazuje kierowcy, a  w przypadku zagrożenia, nadaje komunikat alarmowy. Co jeśli osoba za kierownicą nie zareaguje? Bez zbędnych ceregieli pojazd przejmuje panowanie "nad sobą" i zgodnie z nazwą funkcji- omija zawadę, lub po prostu się zatrzymuje. Elementami schematu są: czujniki ultradźwiękowe, radary i kamera. Działanie takiego samochodu jest już przetestowane w niemieckim ośrodku badawczym, gdzie ruch został sprawdzony przy prędkości ponad 60 km/h. Doświadczenie zostało przeprowadzone z powodzeniem.
Tak prezentuje się Obstacle Avoidance
Źródło grafiki:  media.ford.com

A czy niezawodna Japonia ma jakieś pomysły? Oczywiście, że tak! Koncern Toyota pracuje nad pojazdami, których system odpowiadać będzie zarówno za bezpieczeństwo jazdy jak i za ochronę środowiska naturalnego. Jedno z urządzeń, które łączy te dwie zalety, informuje kierującego o tym, jak za kilka sekund zachowa się sygnalizacja świetlna na najbliższym skrzyżowaniu. Taka wiadomość pozwoli na zmniejszenie emisji spalin, dzięki zredukowaniu gwałtownych ruchów maszyną. Prócz tego, przedsiębiorstwo rozpoczyna promocję systemu o nazwie "Lane Trace Control". Pozwala on na utrzymanie samochodu w zakresie pasów drogowych. Inna idea nie pozwoli wjechać na chodnik, na którym znajdują się piesi. Nazwa wynalazku nosi nazwę "Steer Assist". Ponadto, w niektórych samochodach montuje się już "Automated Highway Driving Assist", czyli system komunikacji między samochodami. Rozwiązanie oparte jest na przekazywaniu sobie wzajemnie informacji przez radio o chociażby prędkości danego auta.

Zapewnienie kontaktu z innymi kierowcami podczas jazdy jest coraz popularniejszym trikiem na zachowanie bezpieczeństwa ruchu. Nowym projektem, który umożliwia komunikację między pojazdami jest "Car-2-Car". Nawiązanie rozmowy z innymi uczestnikami ruchu drogowego będzie możliwe dzięki połączeniu z Internetem. Działający w USA Federalny Departament Transportu chce, aby łączność wśród kierujących pojazdami lekkimi była obowiązkiem. Jeśli kierowcy są rozsądni, to taki program może osiągnąć duży sukces. Dzięki niemu, wszystkie najważniejsze informacje będą dostarczane zainteresowanym na bieżąco. Dotyczy to m.in. kwestii kolizji, korków, czy niesprzyjających warunków pogodowych.

Kolejną przydatną funkcją jest "Adaptive Cruise Control", czyli w skrócie ACC. Jego fenomen polega na umiejętności określenia odpowiednich odstępów między dwoma samochodami. Wielkość ta pozwala na ustalenie stosownej siły hamowania. Dobrej renomy dorobiła się już funkcja ułatwiająca parkowanie, która dzięki czujnikom i kamerom potrafi znaleźć wolne miejsce na konkretnym placu. Dodatkowo, nierzadko wyposaża się auta w system "Stop&Go". Program dostosowuje prędkość do ruchu panującego na danej trasie.

Wyżej wymienione innowacje nie brzmią jak urwane z filmu sci-fi, ani nie są dziwnymi tworami wyobraźni inżynierów. To sprawia, że łatwiej zaufać nowym wynalazkom. Ponadto, wprowadzają je przedsiębiorstwa solidne, słynące z długiej historii i niezawodności. Na wielu samochodach przeprowadza się testy wytrzymałości i siły wszystkich elementów. To sprawia, że właśnie człowiek jest największym niebezpieczeństwem dla drugiej osoby na drodze. Aby zmniejszyć ilość wypadków, ograniczamy jego wpływ na maszynę, którą prowadzi. Czy to oznacza, że za kilkadziesiąt lat po prostu wsiądziemy do auta, a system sam poprowadzi nas w wybrane miejsce?
Weronika Olimpia
Źródła:
www.media.ford.com
www.visionzeroinitiative.com
www.toyota-europe.com
Niepewnie przemierzasz odludny teren. Panuje cisza i spokój, a głęboki mrok okrywa Cię z każdej strony. Potykasz się o wystającą, zardzewiałą część rozkładającego się samochodu. Nie potrafisz rozpoznać, co to właściwie jest. Mimo iż, z każdej strony zerkają na Ciebie trupie oczy, nadal próbujesz odnaleźć drogę. Chcesz stąd wyjść, jednak wszechobecne korzenie, skały i unoszący się zapach śmierci, utrudniają Ci to zadanie. Żałujesz, że dałeś porwać się wyjątkowej atmosferze za dnia. Że nie wyszedłeś wcześniej, zanim wszystko nabrało takich barw…

Ostatnie mrugnięcie reflektora

Szwajcaria- Kaufdorf, w okolicach Berna. Na obszarze 2 km² rozpościera się cmentarz samochodów, którego geneza nie jest do końca znana. Tajemniczy klimat miejsca owiany jest wieloma legendami. Jedna z nich opowiada o mechaniku, który przez kilkadziesiąt lat skupował auta, aby następnie pozyskiwać z nich niezbędne do napraw części. Maszyny ustawiał na swojej posesji- jeden obok drugiego. Przed śmiercią, mężczyzna przepisał dobytek swojemu potomkowi. Syn nie wiedząc co z nimi zrobić, pozostawił je na pastwę losu. Zaniedbane automobile zarastały trawą i mchem, pokrywały się rdzą, a ich niegdyś żywe kolory wciąż blakły w słońcu. Inna opowieść podaje natomiast, że chłopak po śmierci ojca kontynuował kolekcjonowanie pojazdów. Ostatecznie, uzbierał około tysiąca samochodów i czterysta motocykli. Jedno jest pewne- wiele z nich było unikatowymi modelami, których na ulicy już nie spotkamy. Mimo to, w 2009 roku, władze Szwajcarii postanowiły pozbyć się większości aut- maszyny zostały zniszczone, sprzedane, lub zezłomowane. Skąd pomysł likwidacji automobili, których historia sięga roku 1930? Okazało się, że wyciekają z nich płyny, które zagrażają środowisku naturalnemu. Ale czy jest to wystarczający powód, aby całkowicie wyzbyć się atrakcji, która znana jest na całym świecie? Czy nie można zaradzić temu w inny sposób? 

Kosmiczna otchłań prowadzi w szpony oceanu

Jeśli myślicie, że zbiorniki wodne są miejscem wyłącznie dla statków morskich, to jesteście w ogromnym błędzie! Cmentarzystko Statków Kosmicznych to potoczna nazwa Niezamieszkałej Strefy Południowego Pacyfiku. To właśnie w tym punkcie spoczywają odłamki maszyn wysłanych wcześniej w przestrzeń pozaziemską. Wybór lokalizacji był przypadkiem, czy szczegółowo przeanalizowaną kwestią? Strefa, w której toną kosmiczne odłamki oddalona jest tysiące kilometrów od najbliższego lądu, nie ma na niej wysp, a czekanie na wzmożony ruch statków jest daremne. Dzięki temu, upadające elementy nie stanowią zagrożenia dla zdrowia lub życia ludzkiego. W południowej części Pacyfiku swój żywot zakończyło 161 maszyn. Były one w głównej mierze budowane w Rosji. Los podzieliły w ten sposób m.in. transportowiec Progres i stacja kosmiczna Mir.


Tam, gdzie spoczywają weterani II wojny światowej
 
Trzeba przyznać jedno- podczas II wojny światowej Amerykanie nie próżnowali pod względem lotnictwa. Wybudowali wiele maszyn, których jak się później okazało, było zdecydowanie za dużo. Podczas konfliktu zbrojnego były one niezwykle potrzebne, jednak po jego zakończeniu- nieszczególnie. Część statków powietrznych włączono do czynnej służby, natomiast resztę należało gdzieś "przechować". I to nie byle gdzie! Przed potencjalnym terenem stawiano wiele wymagań. Już od początku zadecydowano, że musi być to otwarta przestrzeń. W końcu żaden budynek nie pomieści kilku tysięcy samolotów.

Jeśli aeroplany będą znajdować się na zewnątrz, to należy zapewnić ochronę przed niekorzystnym wpływem warunków atmosferycznych, lub znaleźć miejsce, którego otoczenie nie będzie szkodzić płatowcom. Ponadto, musi umożliwiać pracę przez cały rok. Po przeanalizowaniu tych czynników, wybrano plac obok bazy lotnictwa Davis- Monthan w Arizonie. Dla obszaru charakterystyczne są rzadkie opady deszczu, twarda nawierzchnia, a także brak silnego wiatru. Jedyną przeszkodę stanowi słońce. Aby uniknąć negatywnych skutków promieniowania, na statki nakłada się specjalną substancję. Większość znajdujących się tam samolotów już nigdy nie wzbije się w powietrze, jednak pobiera się z nich wiele części do nowszych modeli. Po maksymalnym wykorzystaniu maszyn, tnie się je na kawałki i sprzedaje jako złom aluminiowy. Z takich jednostek jak np. F-16 nie pozyskuje się żadnych modułów, gdyż w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego, zostają one przywrócone do służby. Stanowią one 1/4 kolekcji, czyli około tysiąca maszyn.
izrael.org.il

Co zrobić z niepotrzebnym? Porzucić!
 
Przeniesiemy się teraz z Ameryki Północnej do Południowej, gdzie zwiedzimy Boliwię. Uyuni jest niewielkim miastem, w którym żyje ponad 10 tysięcy osób. Na początku XX wieku stanowiło ważny punkt komunikacyjny. Za pomocą środków transportu kolejowego, przewożono niedaleko wydobyte surowce. Początkowo, biznes szedł w dobrym kierunku. Zmotywowani wynikami pracownicy chcieli nawet poszerzyć zaplecze dla tej gałęzi. Niestety, w latach 40., przemysł upadł, zostawiając po sobie niezwykłą pamiątkę. 3 km od wcześniej wymienionego miasteczka znajduje się pustynny krajobraz, którego atrakcją są... porzucone pociągi! Na opustoszałym terenie stoi około 100 lokomotyw i kilkadziesiąt wagonów. Maszyny są niezwykle zaniedbane, pokryte korozją, a także nierzadko graffiti. Władze planują utworzyć tam muzeum, jest to jednak na dzień dzisiejszy wyłącznie swobodna idea. Podczas zwiedzania tego unikalnego cmentarza nikt nie narzuca ograniczeń czasowych, a pojazdy można dokładnie obejrzeć. To sprawia, że pustynia uważana jest za największą atrakcję miasta.


Niespodzianka odkryta! 

Założę się, że wielu z Was słyszało o katastrofie naturalnej jaką jest systematyczne wysychanie Jeziora Aralskiego. Zbiornik wodny znajdujący się na terenie Uzbekistanu i Kazachstanu uchodził niegdyś za 4 największe jezioro świata. Człowiek w pogoni za pieniędzmi jest jednak w stanie zrobić wszystko, więc duma Azji Środkowej niknie w oczach. W połowie XX wieku postanowiono utworzyć na suchych terenach plantację bawełny. W celu rozprowadzenia wody, założono kanalizację, która rozpościera się na pustyni Kara-kum. Została ona jednak błędnie zainstalowana, co sprawiło, że przepływająca tą drogą woda wyparowywała lub wsiąkała w ziemię. Pomysłodawcy osiągnęli swój cel, gdyż Uzbekistan jest jednym z najważniejszych eksporterów tego włókna. Im mniejsza powierzchnia zajmowana jest przez to jezioro, tym więcej... statków możemy podziwiać! Obszar ten zasłynął początkowo z rybołówstwa. Kiedy jednak poziom wód zaczął opadać, maszyny utknęły na podłożu. Wraki są w całości odsłonięte, a niemało z nich w połowie rozebrano. Z niektórych zostały jedynie szkielety. Statki rozmieszczone są po całej okolicy.


Wyżej wymienione miejsca nie są jedynymi, w których spoczywają maszyny. Również na terenie Polski znajdziemy wiele zapierających dech w piesi widoków np. Kraków Płaszów, czy nasz Bałtyk. Mimo, iż każdy ma za sobą inną historię, nie można zaprzeczyć, że wszędzie wyczuwalny jest ten sam sentymentalny klimat.
 Weronika Olimpia

Źródła:
www.airplaneboneyards.com
www.amusingplanet.com
www.trainsonthebrain.com

87 lat wzlotów i upadków (dosłownie, a także w przenośni), bezpodstawna kara śmierci, ogromny wkład pracy i podejmowanie decyzji, którym nierzadko towarzyszyło ryzyko- takimi hasłami możemy opisać historię rodzimej linii lotniczej- PLL LOT. Co tak naprawdę o niej wiemy? Co sprawia, że jej przeszłość jest tak interesująca?
yoell.pl

Naszą opowieść rozpoczniemy 1 stycznia 1929 roku, gdyż właśnie w tym dniu, przewoźnik przystąpił do wykonywania lotów. Na samym początku działalności przedsiębiorstwa, mogliśmy polecieć z Warszawy do Poznania, Katowic czy Bydgoszczy. W kwietniu uruchomiono pierwszą zagraniczną trasę, dzięki której szybciej dostaliśmy się do stolicy Rumunii- Bukaresztu. Miesiąc później, zarząd ogłosił konkurs na logo firmy. Wygrał projekt żurawia w locie, będący dziełem Tadeusza Gronowskiego. Sukcesem naszej linii lotniczej było dołączenie do IATA- Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych, integrującego obecnie 260 członków ze 177 państw na całym świecie. Wszystko układało się całkiem dobrze- siatkę połączeń wciąż poszerzano, do floty dołączano coraz to nowsze statki powietrzne, a w Warszawie zbudowano nowoczesne lotnisko, któremu towarzyszyły hangary, magazyny i warsztaty.

Niestety, wraz z wybuchem II wojny światowej, dotychczasowe osiągnięcia zostały stłumione. Na czas konfliktu zbrojnego, PLL LOT zakończył działalność. Ostatni lot odbył się 1 września 1939 roku na trasie Warszawa- Poznań i z powrotem. Jego celem był transport worków z pieniędzmi i poczty dyplomatycznej. Pracownicy wiele w ten sposób ryzykowali, jednakże przewóz zakończył się sukcesem. Już na następny dzień, warszawskie Okęcie zostało zbombardowane przez Luftwaffe, czyli siły powietrzne III Rzeszy. 8 września, obiekt został w całości przejęty przez Niemcy, natomiast samoloty- przez inne państwa europejskie- w głównej mierze przez Rumunię. Co w tym czasie działo się z pracownikami linii lotniczej?

Wielu z nich działało w Polskich Siłach Powietrznych w roli pilotów, mechaników, radiooperatorów i nawigatorów. Mała część obsługi pozostała jednak w Warszawie- mieli obowiązek doglądać ojczystego majątku, lub też po prostu nie mogli osamotnić swoich rodzin. To właśnie osoby, które przebywały w Polsce, coraz częściej myślały o przywróceniu rodzimego biznesu. Najintensywniej działał w tym kierunku Wojciech Zieliński, który biorąc sprawy w swoje ręce, przekonał władze do założenia Wydziału Lotnictwa Cywilnego. Jego wkład pracy nie kończył się jednak na tym. Dzięki swojej determinacji, 6 marca 1945 roku PLL LOT, ponownie pojawił się na rynku lotniczym. Do odbudowy spółki przyczynili się także dawni pracownicy, którzy niegdyś opuścili granice kraju. Poczynania ludzi sprawiły, iż powoli otwierano linie okrężne. Finalnie, 7 tras łączyło najważniejsze wyzwolone od wojny punkty w państwie.

Powoli pracowano nad ponownym uruchomieniem zagranicznych relacji. W 1946 roku utworzono połączenie z Warszawy do Berlina, Sztokholmu, Pragi i Paryża. Do tego czasu Polacy kupowali radzieckie samoloty. Rok po inauguracji nowych tras, pojawiły się jednak problemy z materiałami pędnymi i częściami zamiennymi. Aby ułatwić dalsze procesy jak np. naprawy, postanowiono nabyć kolejne statki powietrzne od producentów z innych państw. Pierwszą taką maszyną był francuski SE-161 Languedoc. Transakcja sprawiła, iż pod zarzutem szpiegostwa i korupcji wydano wyrok śmierci na ówczesnego dyrektora Zielińskiego, przedstawiciela firmy, który brał udział w sprzedaży, dyrektora ds. technicznych, a także szefa działu personalnego. Ostatecznie, procesu dokonano tylko na ostatnim z wymienionych, a resztę mężczyzn zrehabilitowano. Siatka połączeń była wciąż modyfikowana, aż w końcu podjęto decyzję o wysyłaniu swoich samolotów do USA. Jak Ameryka zareagowała na taką propozycję? Władze orzekły, że Polska jest tak małym krajem, iż nie jest jej potrzebne połączenie z USA. Zarządzający PLL LOT nie naciskali i skupili się na państwach europejskich. Jak więc widać- nasze podróże do Ameryki od dawna są dosyć wątpliwe. ;)

Linia lotnicza napotykała wiele sukcesów i porażek na swojej drodze, jednak wprowadzony 13 grudnia 1981 roku stan wojenny, podciął jej skrzydła. Na kilka dni całkowicie wstrzymano ruch lotniczy nad Polską. Krótko przed Świętami Bożego Narodzenia ponownie uruchomiono wybrane połączenia, jednakże wiele z pozostałych, zniknęły z oferty na kilka lat. To sprawiło, że spółka przez coraz niższe wpływy, zaczęła ponosić straty.

Lata 90. były czasem podejmowania innych poważnych decyzji ekonomicznych. Do życia powołano m.in. EuroLOT, czyli spółkę, która obsługiwała połączenia na terenie ojczyzny i państw z nią sąsiadującymi. Przedsiębiorstwo dzieliło 8 samolotów razem z PLL LOT. Po 3 latach działalności, czyli w 2000 roku, postanowiono, iż EuroLOT nie będzie już działał jako osobna linia lotnicza, a będzie jedynie operatorem wspomagającym PLL LOT. Niezwykle znaczącym wydarzeniem było wstąpienie przewoźnika do Star Alliance, czyli obecnie najważniejszego sojuszu przewoźników lotniczych. Dzięki zawarciu tej umowy, przedsiębiorstwo ma prawo przemieścić pasażerów w każdy zakątek świata.



Wciąż rosnąca konkurencja nie pozwoliła spółce osiąść na laurach. Wzrastająca popularność przewoźników niskokosztownych sprawiła, że PLL LOT powołał do życia Centralwing. Oprócz działania na podobnej zasadzie co linie niskobudżetowe, zajmował się obsługą połączeń czarterowych (organizowanych przez biura podróży). Spółka ponosiła wyłącznie straty, więc w roku 2009- rozwiązano ją. Wczesne lata XXI wieku wystawiły przedsiębiorstwo na próbę. Na horyzoncie pojawiło się wiele czynników, które negatywnie wpływały na zyski firmy. Co konkretnie mam na myśli?
  • zamachy terrorystyczne, (11 wrzesień 2001 rok) których skutkiem było załamanie rynku lotniczego
  • bardzo częste zmiany prezesów
  • kryzys gospodarczy
  • wybuch wulkanu na Islandii w 2010 roku
  • niesprzyjająca działalność wielu związków zawodowych
  • struktura przedsiębiorstwa, która nie spełniała wymaganych zasad
  • zależność od rządu
Wyżej wymienione przeszkody nie uniemożliwiły przedsiębiorstwu zwiększenia ilości przewozów czy zminimalizowania strat. Obecnie zarządza flotą złożoną z samolotów typu: Boeing 787, Embraer 195, 175 i 170 oraz Boeing 737-400. Linia lotnicza ma wiele planów na najbliższe lata. Myśli m.in o poszerzeniu siatki połączeń, zwiększeniu ilości posiadanych maszyn, a także transporcie w 2020 roku ponad 10 milionów pasażerów. Czy uda się zrealizować takie plany? Prezes LOTU śmiało stwierdził: Nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego za 5 lat nie moglibyśmy być linią wielkości Austrian Airlines, Finnair, TAP czy Aer Lingus. A co Wy uważacie na ten temat?
Weronika Olimpia

Źródła:
Historia lotnictwa w Polsce- wydawnictwo Fenix
Skrzydlata Polska nr 7 (2429)/2015
www.lot.com
Chociaż pierwszy silnik spalinowy powstał w Szwajcarii, to nie mówi się zbyt często o historii aut w tym państwie. Pomimo tego, trudności podczas rozwoju pojazdów, nieprzyjemności, które spotykały pierwszych kierowców, a także wiodące prym marki, są godne uwagi. Jak przez lata kształtował się import, eksport i liczba zarejestrowanych maszyn? Jakie przedsiębiorstwa utrzymywały się przez długie lata na rynku, a które poległy po niedługim czasie?


Przeszkody przyrodnicze?
Najbardziej sprzyjającymi warunkami do rozkwitu infrastruktury są obszary nizinne. Szwajcaria natomiast jest krajem górzysto- wyżynnym, a aż 60% jego terytorium zajmują Alpy. To sprawiło, że upowszechnione były tam podróże wozami konnymi, a strome zbocza można było przebyć zaprzęgając muły bądź konie. I taka sytuacja utrzymywała się do końca XIX wieku. Nieciekawa rzeźba terenu nie zniechęcała jednak konstruktorów do eksperymentowania i wprowadzania nowych marek na rynek. Do 1900 roku, tworzeniem kolejnych modeli zajmowało się kilkunastu profesjonalistów. Jednak... to nie ukształtowanie terenu stanowiło największą przeszkodę na drodze wprowadzenia samochodów.

Brak zainteresowania... jednak nie całkowity!
Pojazdy szwajcarskie były niezwykle popularne, ale... nie w swojej ojczyźnie. Sławę zyskały za granicą, i to właśnie z innych państw najczęściej nabywano maszyny. W państwie rodzimym spoglądano z ogromną niechęcią na samochody. Uważano je za przyjemności wyłącznie dla bogaczy, a ponadto istniał przesąd, iż auta przyczyniały się do pogorszenia stanu zdrowia. Nawet media masowe nie pozostawiały suchej nitki na pojazdach- przykładowo, w 1905 roku, magazyn Berner Gazette opublikował taką wypowiedź: samochód oznacza anarchię w ruchu ulicznym, jest bombą, która rzuca w naród arogancję... Wrogość do środka transportu objawiała się również w postaci utrudniania jazdy osobom, które posiadały własne auto. Kierowcy nie mogli prowadzić maszyn w niedziele, na drodze stawiano specjalne przeszkody, a także nakładano dodatkowe opłaty za przejazd w różnych miejscach.

Pomimo to, Szwajcaria dokonała motoryzacji swojej armii, a wojsku rosyjskiemu dostarczyła własne samochody ciężarowe. Przez dłuższy okres czasu, eksport państwa zdecydowanie przebijał import. Błyskawiczny rozwój motoryzacji w innych państwach sprawił jednak, że sytuacja ta uległa zmianie. W okresie międzywojennym, za granicą produkowano więcej samochodów, które dodatkowo były zdecydowanie tańsze. Nim przedsiębiorstwa szwajcarskie podjęły odpowiednie kroki mające uratować rynek krajowy, zostały przyparte do muru przez międzynarodowych konkurentów. W taki sposób działalność zakończyła ostatnia szwajcarska marka- Martini. (1934 rok)  

Kto wiódł prym?
Sukces na rynku zależał od takich czynników jak- niska cena, wygoda, oryginalny pomysł, innowacyjne rozwiązania, dostosowanie pojazdu do ukształtowania terenu. W historii  motoryzacji w Szwajcarii wpisało się wiele przedsiębiorstw, które podbiły gospodarkę tego niewielkiego państwa.

Sbarro Ford GT40, 1968
sbarro.perso.neuf.fr
Zacznijmy od jednego z pierwszych koncernów, który pojawił się w roku 1968- ACA. Jego założycielem był Włoch Franco Sbarro. Tworzył samochody wyścigowe i sportowe, a także modyfikował Forda GT 40 i Ferrari. Jego kluczem do sukcesu była staranność, ręczny sposób konstruowania części oraz perfekcyjnie wykonana karoseria. Arbenz został założony przez Eugena Arbenza w 1904 roku. Działalność prowadził przez 18 lat. Przez ten czas produkował samochody ciężarowe, które rozprowadzano również do państw tropikalnych. Trzecia spółka nosiła nazwę Dufour- ponownie pojazdy ciężarowe. Były one tworzone w latach 1897- 1914. Dominowały nad innymi markami ze względu na opinię mocnych i niezawodnych. FBW został założony przez Franca Brozincevica w 1904 roku. Był znany jako jedno z wiodących przedsiębiorstw w Szwajcarii, a produkował samochody dostawcze. Kolejna firma, która mogła poszczycić się dobrą renomą nosiła nazwę Martini. Pierwszy automobil pod tym mianem powstał w 1897 roku, jednak do seryjnej produkcji doszło 5 lat później. Sławę zyskał dzięki pielęgnowaniu relacji z międzynarodowymi korporacjami. Przedsiębiorstwo miało swoich przedstawicieli m.in. we Francji, w Niemczech, Rosji, USA czy Wielkiej Brytanii. Nie zabrakło go również na pierwszym rajdzie Monte Carlo, który odbył się w 1911 roku.

Kolejna marka warta uwagi to Oehler. Działalność rozpoczęła w roku 1930 i... trwa do dziś! Niegdyś zajmowała się produkowaniem lekkich samochodów elektrycznych ciężarowych i dostawczych. PIC-PIC to skrót od nazwy Piccard- Pictet, czyli kolejnej niezawodnej marki. Zajmowała się w głównej mierze maszynami sportowymi, a specjalne wozy PIC-PIC można było zobaczyć na francuskim Grand Prix w 1914 roku. Wyróżniały je hydrauliczne amortyzatory i hamulce na wszystkie koła. Po I wojnie światowej producenci odnosili pasmo porażek i upadków, a kolejne idee nie doczekały się seryjnej produkcji. W taki sposób biznes upadł. Ciekawym wynalazkiem był natomiast samochód z silnikiem na węglowodór. O jego zarejestrowanie w urzędzie patentowym wystąpił w roku 1898 Lorenz Popp. Od nazwiska twórcy pochodzi także nazwa marki- Popp. Dwucylindrowiec pokazywany był na wielu imprezach np. podczas światowej wystawy w Paryżu w 1900 roku. W następnych latach, Popp był przedstawicielem Fiata i Stoewera. 

Martin Fischer i Paul Verbrodt byli właścicielami produkowanego w latach 1904- 1914 Turicuma. Silnik maszyny chłodzony był powietrzem. Niezawodność auta nie było tylko pustym sformułowaniem- cecha ta została potwierdzona dzięki długodystansowej przeprawie przez Alpy. Mimo, iż Turicum odniósł sukces na rynku, to Fischer opuścił swojego współpracownika, aby podjąć na własną rękę działalność w przemyśle motoryzacyjnym. Samodzielnie nie podbił jednak rynku. W tym czasie, do Verbrodta dołączył inżynier Arthur Rebling. Auta rozprowadzane były do Ameryki Południowej, Azji, Afryki i innych państw Europy, jednakże po zakończeniu I wojny światowej zaprzestano produkcji. 

Pechowa kariera
Pierwszym przedsiębiorstwem, o którym warto wspomnieć wśród nieudolnych marek był AJAX. Założony został w roku 1906, a upadł już... rok później. Następnie przejęła go spółka akcyjna o tej samej nazwie i rozpoczęła seryjną produkcję. Pod względem jakości można było go określić mianem idealnego. Dlaczego więc zaliczyłam go do grupy pechowców? Zawyżona cena sprawiła, iż maszyn nie można było sprzedać. Ponadto, właściciele chcieli, aby auta służyły jako taksówki- zakończyło się to również niepowodzeniem. W tej sytuacji biznes upadł. Inna firma, której upadek był również spowodowany finansami to Helvetia. Jej właścicielem był Francuz Jacques Fischer- Hinnen. W ciągu 2 lat stworzył niewielką liczbę aut. Masowa produkcja miała być podjęta w Szwajcarii, jednak brak odpowiednich środków wybił to twórcy z głowy. Przedsiębiorstwo o nazwie Hercules nie zyskało tak ogromnej sławy jak nasz znajomy heros mitologii rzymskiej. W latach 1900- 1913 w Menziken produkowano najpierw samochody osobowe, a następnie ciężarowe. Porażka firmy spowodowana była słabą organizacją sprzedaży, ale warto wspomnieć o tym, iż same maszyny były dopracowane perfekcyjnie.

samochód YAXA
W 1899 roku, fabryka odlewów i maszyn o nazwie Weber podjęła się produkcji trójkołowych aut. Rok później, rozpoczęto budowanie maszyn na czterech kołach. Ze względu na wysoką cenę, niewiele osób decydowało się na ich nabycie. W 1906 roku przerwano produkcję. Ostatnią firmą, którą chcę opisać jest YAXA. W 1912 roku, Charles Bachni stworzył wiele samochodów z czterocylindrowymi silnikami. Jego zakład nie był jednak przystosowany do takiej produkcji, więc po zbudowaniu 100 samochodów, mężczyzna wpadł w poważne kłopoty finansowe. YAXA istniała na rynku przez 2 lata.

Ile w sumie było samochodów?
Liczba zarejestrowanych aut w Szwajcarii wciąż ulegała zmianie. Wpływającymi czynnikami były m.in. kryzys ekonomiczny na początku lat 30, czy konflikty zbrojne. Poniższy wykres obrazuje ilość pojazdów na przestrzeni 29 lat.

W 1979 roku, liczba ta zwiększyła się do 2 milionów.

Przełomem dla rozwoju szwajcarskiej motoryzacji była zmiana w konstytucji, która umożliwiła budowę nowych dróg. I taki system był dopracowywany nawet w latach 90. Uważam, że historia aut w tym kraju jest bardzo interesująca, dlatego postanowiłam się z Wami nią podzielić.

Weronika Olimpia

Źródło:
Wielka encyklopedia samochodów- Linz, Schrader

Jak sama nazwa dzisiejszego wpisu wskazuje, postanowiłam omówić jedną z najciekawszych zagwozdek z branży transportu- Kolej Transsyberyjską. Ile czasu zajmuje jej pokonanie, jakie prędkości osiąga maszyna, jakie atrakcje zapewni nam taka podróż i wiele innych informacji znajdziecie w poniższym poście- wyczerpująco w 100 zwięzłych ciekawostkach. 

#1
Jest najdłuższą linią kolejową na świecie. Rozciąga się na 9259 km. To mniej więcej tyle, co połączenie najdłuższej rzeki świata- Amazonki z Uralem. 

#2
Trasa Kolei Transsyberyjskiej przebiega przez 8 stref czasowych.

#3
W 1903 roku można było odbyć pierwsze podróże tą koleją. Jeśli jednak trasa podróżnych przebiegała przez Jezioro Bajkał, to pasażerowie byli transportowani na drugi brzeg za pomocą promów. Zbiornik wodny stanowił coś w rodzaju przerwy między połączeniem.

#4
Droga kolejowa była bardzo drogą inwestycją jak na czasy, w których została zbudowana- całkowity koszt wyniósł 1,5 mld złotych rubli. 

#5
Najdłuższy most na trasie, po którym przejeżdża pociąg, wznosił się nad rzeką Amur. Osiągał długość 2616 metrów długości. 

#6
Drogą, krajobrazami i unikalną atmosferą możemy rozkoszować się niezwykle długo. Skład przemierza poszczególne odcinki z prędkością... 60 km/h. 

#7
Przy budowie Kolei Transsyberyjskiej pracowało około 90 tysięcy ludzi. To tak, jakby zatrudniono 92% mieszkańców Grudziądza. 

#8
Sprzedaż biletów rozpoczyna się 45 dni przed planowanym odjazdem. Należy się pospieszyć- najlepsze miejsca w wagonach rezerwowane są w przeciągu kilku dni od wprowadzenia dokumentów umożliwiających podróż. 

#9 
Około 30% eksportu rosyjskiego związany jest z Koleją Transsyberyjską.

#10
W pracach nad linią kolejową brali udział także Polacy.

blog.transsyberyjska.pl
#11
Nazewnictwem kolei zajął się Aleksander III- car Rosji. Zaproponował początkowo określenie- Wielka Syberyjska Droga, jednak nie przyjęło się.

#12
Wbrew pozorom, Kolej Transsyberyjska nie jest miejscem, gdzie każda osoba spożywa alkohol i to litrami. Bo takie właśnie mity krążą. Tylko nieliczne persony sięgają sporadycznie po trunek.

#13
W roku 2014 przez wybuch amunicji w Kraju Zabajkalskim, na pewien czas wstrzymano ruch kolei.

#14
Całkowita długość wszystkich mostów i wiaduktów znajdujących się na trasie wynosi 50 km.

#15
Kiedy pociąg przejeżdża przez miasta, toalety zostają zamknięte.

#16
Nawet jeśli toalety nie są zamknięte, to korzystanie z nich nie jest przyjemnością- aby umyć się przy umywalce, należy bez przerwy dotykać dolnej części kranu. Jeśli tego nie zrobimy, to woda przestaje lecieć. Powód? Próba ograniczenia zużycia wody.

#17
Podróż Koleją Transsyberyjską trwa z reguły kilka dni. To sprawia, że pasażerowie często nabywają żywność z kolejowego bufetu. Osiągają one jednak dość ciekawe ceny- przeliczając na naszą walutę, np. jajecznica z dwóch jajek kosztuje około 8-9 zł.

#18
W pociągach poruszających się na trasie nie ma pryszniców. (są wyłącznie w I klasie)

#19
Większość składów dalekobieżnych np do Irkucka (przystanek osobowy położony jest 5152 km od Moskwy) odjeżdża w godzinach wieczornych/ nocnych.

#20
W pierwszych latach po uruchomieniu kolei, podróż z Moskwy do Władywostoku trwała około 3 tygodni. Było to spowodowane kosmiczną prędkością, jaką osiągała maszyna- 20 km/h.
go-trans-siberia.com
#21 
Linia "testowana" była podczas wojny rosyjsko- japońskiej w 1905 roku. Sprawdzano ją pod względem militarnym, jednak okazało się, że nie jest odpowiednia do jednoczesnego transportowania rannych i zaopatrywania formacji wojskowych.

#22
Podczas Rewolucji Bolszewickiej uratowała wiele ludzkich istnień- była jedną z niewielu dróg ucieczki od wojny.

#23
Pomimo różnych stref czasowych, pociągi jeżdżą zawsze według czasu Moskiewskiego. 

#24
W każdym wagonie znajduje się samowar z wrzącą wodą, który przez długość trasy jest niezwykle oblegany.

#25
Okna w pociągach (mam na myśli starsze modele maszyn) są z reguły zamknięte na stałe, a jeśli jest możliwość ich otwarcia- czynność ta wymaga ogromnej siły.

#26
Największy dworzec, który znajduje się na trasie jest w Nowosybirsku. 

#27
Pociąg zatrzymuje się co około 500 km.

#28
Codziennie o godzinie 22 wyłączane są światła, przez co wewnątrz maszyny panuje półmrok. (włączane jest oświetlenie "nocne")

#29
Podróż można odbyć również w warunkach luksusowych- pociągiem o nazwie Złoty Orzeł. Cena za taką przyjemność waha się w granicach 43 tys- 51 tys zł.

#30

Co jakiś czas do pociągu wchodzi dwuosobowy patrol policji z psem przeszkolonym w celu wykrywania niedozwolonych substancji. 
www.56thparallel.com
#31
1777 km od Moskwy znajduje się słup wyznaczający granicę między Europą a Azją.

#32
Kolej Transsyberyjska przyjeżdża na wyznaczone stacje z perfekcyjną dokładnością co do minuty. Opóźnienia są niezwykle rzadkie. 

#33
Pociąg mija 990 stacji.

#34
Najniższa zanotowana temperatura na trasie wynosi -62°C.

#35
Wielu ludzi pracujących nad budową Kolei Transsyberyjskiej zmarło, ze względu na częste wybuchy epidemii.

#36
Długość pociągu może sięgać nawet 500 metrów. 

#37
Wypożyczenie pościeli na czas podróży to kwestia 50 rubli czyli około 6 zł.

#38
Władze Rosji chciały wybudować Kolej Transsyberyjską za własne pieniądze, gdyż obawiały się uzależnienia od innych państw.

#39
Pozostawienie napiwku dla prowadnika (konduktora z dodatkowymi obowiązkami jak np. utrzymywanie wagonów w czystości) jest czymś oczywistym. Dokonuje się tego po dotarciu do stacji docelowej.

#40
Podczas postojów na stacjach można nabyć jedzenie. Każdy rejon ma swoją "specjalizację". Np. w okolicach Bajkału popularne są omule. (gatunek ryby)
blog.radissonblu.com

#41 
Przewóz psa jest możliwy. Należy pamiętać jednak o pewnej kwestii- jeśli nasz pupil osiąga spore rozmiary, to mamy obowiązek wykupić cały przedział. 

#42
Pociąg na całkowitej drodze kolejowej mija 16 rzek np. Wołgę, Ob.

#43
Kolej transsyberyjska odgrywa ogromną rolę w Rosji m.in. pod względem przyspieszenia podróży. W XIX wieku, gdyby kolej nie istniała, to podróżni pokonywaliby trasę w około 362 dni. Właśnie w takim tempie poruszały się pojazdy konne.

#44
Używając jedynie prostych narzędzi takich jak kilofy czy taczki, budowano rocznie około 650 km kolei. Wykorzystanie maszyn było mocno ograniczone.

#45
Prace nad mostem na rzece Amur prowadzono przez 3 lata i 3 miesiące.

#46
Paulo Coelho traktował podróż Koleją Transsyberyjską jako alternatywę spaceru, podczas którego można było złapać natchnienie.

#47
Łóżka wewnątrz wagonów są piętrowe. Na górne posłania nie ma jednak drabinek. A wejść jakoś trzeba.

#48
Najwyższy punkt na trasie to osiągający 1040 m. n.p.m. Jabłonowski Pierewał. 

#49
Za najładniejszy dworzec kolejowy na trasie uważa się budynek w Sljudiance. Został on całkowicie wybudowany z marmuru na cześć budowniczych. 

#50
Dworzec w Sljudiance jest jedynym na świecie budynkiem wykonanym całkowicie z marmuru.
dworzec Sljudjanka- www.panoramio.com
#51
Najdłuższy tunel to Tunel Tarmańczuka. Ma około 2 km długości.

#52
Kolej Transsyberyjska przewozi miesięcznie milion ton ropy naftowej. 

#53
Rocznie natomiast transportuje do 100 milionów ton ładunków.

#54
207 km torów biegnie wzdłuż Bajkału.

#55
Pociągi na trasie przewożą rocznie około 20 tysięcy kontenerów do Europy.

#56
Kolej Transsyberyjska jest dłuższa niż Mur Chiński. 

#57
Jeden z najpopularniejszych tancerzy baletowych- Rudolf Nuriejew urodził się na tej właśnie trasie. Jego matka jechała wtedy do Władywostoku.

#58
Podczas II wojny światowej, Żydzi i osoby, które były przeciwne działalności nazistów, dzięki Kolei Transsyberyjskiej mogli uciec z Europy. W ten sposób z rodzimego kontynentu emigrował m.in. austriacki matematyk i logik- Kurt Gödel.

#59
Motyw tej kolei został wykorzystany w anime Blood+, gdzie bohaterka Saya Otonashi, walczyła z Chiropterą, podczas swojej podróży do Jekaterynburgu.

#60
Akcja popularnego filmu Horror Express umiejscowiona została w pociągu na trasie Transsyberyjskiej.  
www.transsiberian-travel.com
#61
W latach 1956-2001, trasa pomiędzy Moskwą a Kirovem przebiegała przez Jarosław, a nie Niżny Nowogród, przez co była dłuższa o 29 km.

#62
Zadziwiającym faktem jest również to, że zanim powstała Kolej Transsyberyjska, to najszybszym sposobem na podróż między Petersburgiem a Władywostokiem było przekroczenie Oceanu Atlantyckiego, a następnie z Ameryki Północnej- Pacyfiku.

#63
Kiedy w latach 1896-1897 doszło do katastrofalnej powodzi, około 400 km linii Transsyberyjskiej od stacji Amur zostało zalane.

#64
Kary zesłańców i więźniów, którzy pracowali przy budowie kolei, były skracane.

#65
Elektryfikacja linii rozpoczęła się już w roku 1929, a zakończyła dopiero w 2002.

#66
Numer pociągu ekspresowego, który przemierza trasę to 001.

#67
Pociągi odjeżdżają z Moskwy w dni nieparzyste.

#68
Pociągi odjeżdżają z Władywostoku w dni parzyste.

#69
Pociągi wyposażone są w przestrzeń dla pasażerów niepełnosprawnych.

#70
Skład zatrzymuje się na wybranych stacjach na dłuższe przerwy. Należy jednak pilnować czasu odjazdu, gdyż pracownicy pociągu nie czekają na spóźnialskich i bez skrupułów odjeżdżają z peronu.

www.placesyoullsee.com

#71
Z Władywostoku można zamówić już przeprawę promem do Japonii. Jest to podróż trwająca około 36 godzin.

#72
Najbardziej płaskim terenem i uważanym za najnudniejszym, jest obszar między dwoma rzekami- Ob i Irtysz. Nie ma żadnych zakrętów, a za oknami możemy obserwować jedynie rozległe stepy i niewielkie jeziora. Odcinek rozciąga się na około 610 km.

#73
Najwyższym wałem kolejowym na trasie jest osiągające 34 metry wzniesienie usypane przy stacji Bałaj.

#74
W pociągu panuje ład i porządek- każda osoba na bilecie ma wyznaczony numer wagonu i do żadnego innego nie może wejść.

#75
Prowadnik bądź prowadnica dbają o to, aby żaden z pasażerów nie przespał swojej stacji. W jaki sposób pamiętają czyja stacja jest docelową? Po wejściu do pociągu następuje już druga kontrola biletów- wtedy odpowiedni pracownik spisuje końcowe miejsce każdego podróżnego, na którym musi opuścić skład.

#76
Jeśli zdarzy się sytuacja, w której pociąg ma opóźnienie, (a jak już wcześniej wspominałam- jest to naprawdę rzadkie) to jest ono redukowane po drodze. Przez to nie można wysiadać na stacjach pośrednich.

#77
W wagonach nie można palić. Jest to jedynie możliwe w wyznaczonych specjalnie miejscach. Znajdują się one z reguły na końcu każdej jednostki.

#78
Jeśli zgubisz lub zniszczysz swój bilet, nie jest możliwe jego zastąpienie. Należy być bardzo ostrożnym, gdyż ceny są wysokie.

#79
Przy budowie Kolei Transsyberyjskiej położono 12 milionów podkładów.

#80
Na linii wybudowano aż 100 km tuneli.

www.placesyoullsee.com
#81
Budując trasę, przekopano 100 mln ton ziemi.

#82
Na stacjach, swoje produkty sprzedają "babuszki"- można u nich nabyć typowe, własnoręcznie przygotowane dania jak np. ryby czy gotowane ziemniaki z zapiekanym kurczakiem.

#83
Podróżny ma obowiązek zakupić przed wyprawą ubezpieczenie turystyczne. Jeśli tego nie zrobimy, to nie otrzymamy wizy.

#84
Na biletach podana jest liczba posiłków, która zostanie podana dziennie. Są to oznaczenia- Y1, Y2, Y3. Jeśli takowego nie ma, to oznacza, że jedzenie nie jest wliczone w cenę.

#85
Trasa prowadzi przez Góry Ural.

#86
Ze względu na koszt, (który przekroczył planowany budżet) skalę trudności i rozmiar, Kolej Transsyberyjska uważana jest za największe przedsięwzięcie w historii inżynierii na skalę światową.

#87
Budowa kolei przyczyniła się w Chinach do powstania nacjonalistycznych poglądów m.in. przeciwko cudzoziemcom.

#88
Łączny czas spędzony w pociągu to 146 godzin i 13 minut.

#89
Istnieje ogólnie przyjęta zasada- im niższy numer pociągu, tym wyższe standardy.

#90
Pociągi firmowe czyli najnowocześniejsze noszą nazwy- Rosija, Bajkał, Sybirjak, Jenisej.

www.jamestown.org
#91
Pomnik stojący na końcu Trasy Transsyberyjskiej nie pokazuje aktualnej liczby przebytych kilometrów. Naszym oczom ukaże się liczba 9288 km- tyle co wynosi historyczna droga.

#92
Najwyższe wzniesienie na całej trasie to zakole Angasolka- znajduje się na zachód od Bajkału. Uważa się je zarazem za najpiękniejsze miejsce na linii.

#93
Symboliczna linia rozdzielająca Europę od Azji, która przekraczana jest przez transsyberyjski pociąg znajduje się w pobliżu miejscowości Pierwouralsk.

#94
Pociągiem przemierzymy w głównej mierze Azję, bo przez aż 7512 km.

#95
Władimir Putin zapowiedział, że rozpoczną się prace i ulepszenia Kolei Transsyberyjskiej.

#96
Przez pierwsze 3 dni od oficjalnego uruchomienia trasy przejazd był bezpłatny. Powód? Nikt nie chciał poruszać się pociągiem.

#97
Rosjanie wymyślili wiele alternatywnych nazw na swoją rodzimą kolej np. Transsib

#98
Wbrew pozorom, budowa linii nie została rozpoczęta w Moskwie, a w dwóch innych miejscach- Władywostoku i Czelabińsku.

#99
Najcieplejszy obszar na całej trasie to Władywostok.

#100
Wcześniej wspomniany najdłuższy most na rzece Amur pod koniec lat 90. XX wieku został zdemontowany.

www.dreamland.travel
A czy Wy znacie inne fascynujące fakty z "życia" najdłuższej kolei świata? A może mieliście okazję nią podróżować? 

Weronika Olimpia

Źródła:
www.rosjapl.info
www.kolejtranssyberyjska.pl
www.transsyberyjska.pl
www.transsyberyjska.eu