6 RZECZY, KTÓRE DENERWUJĄ CIĘ W SZKOLE, A NIE POWINNY

By | 09:18:00 2 comments
Obecnie jeszcze trwają wakacje, więc dla wielu szkoła jest wciąż tematem tabu. Widząc jednak podstawówkowe, gimnazjalne i wczesnolicealne osobniki nierozumiejące zasad działania placówek edukacyjnych, postanowiłam przelać kilka swoich myśli na bloga. Rzuciłam się więc w morze rakowiska, tzn. filmików na YouTube pt: "X rzeczy, które denerwują mnie w szkole", a teraz wyjaśnię, dlaczego szkoła działa na takich, a nie innych zasadach.


#1  
"Dzwonek jest dla nauczyciela"
 
Wyobraź sobie następującą sytuację: spotykasz się ze znajomym i opowiadasz mu o nowej grze komputerowej, którą kupiłeś. Zanudzasz go jednak do tego stopnia, że postanawia Ci przerwać i zarzucić nową gadkę o nadchodzącej imprezie. Jesteś teraz trochę zbity z tropu, prawda? Przenieśmy to teraz na realia szkolne, ale Twojego kolegę zastąpi Ci nauczyciel prowadzący daną lekcję. Rozbrzmiewający na korytarzu dzwonek nagle oznajmia, że czas na przerwę. I w momencie, gdy nauczyciel jest w trakcie opowiadania, jakie korzyści płyną z zasady Huygensa, cała trzydziestoosobowa banda podnosi się z łoskotem, przerywając belfrowi w połowie zdania. Ale nie! Nie tak szybko! Nauczyciel z podłym uśmieszkiem mówi: "dzwonek jest dla mnie, nie dla Was!" i dumnie kończy zdanie. Następnie obarcza Was kolejnym jakże ciężkim zadaniem domowym i pozwala opuścić salę. 


W tym momencie wielu uczniów jest oburzonych zaistniałą sytuacją. A pomyślmy racjonalniej- ile czasu mu to zajęło? Minutę, może dwie? A jak długo trwa Twoja przerwa? 10 minut? 20? Nauczyciel zajął Ci mały ułamek pauzy, który umożliwił mu dokończenie swojej myśli i zadania Ci czegoś dodatkowego poza lekcjami. Wiesz jak to się nazywa? Wykonywanie swojej pracy. Nauczyciel ma pewną podstawę programową, którą musi zrealizować. Z resztą- myślisz, że chce mu się siedzieć całą przerwę z rozwrzeszczanymi dzieciakami, mimo, że ma dyżur na korytarzu, za godzinę kolejną lekcję, lub ma ochotę zwyczajnie odpocząć? 

#2
Więcej sprawdzianów, niż powinno być w tygodniu

Prócz obowiązków, uczeń ma również wiele swoich szkolnych praw. I to on musi pilnować o ich egzekwowanie. Statut każdej szkoły określa inne zasady, a jedną z nich jest ilość sprawdzianów w ciągu dnia i tygodnia. Najczęściej jednak mówi się o systemie: 1 sprawdzian w ciągu dnia, a w tygodniu co najwyżej 3.  Nierzadko jednak zdarzało się, że nauczyciel postanowił wcisnąć teścik ze swojego przedmiotu wśród tych trzech innych sprawdzianów. Złośliwość? Niedopatrzenie? Przyczyny mogą być różne, lecz należy przyznać, że nie jest to fair play. Co robią uczniowie w takiej sytuacji? Zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, grzecznie potakują głowami i zapisują termin kolejnego testu, by później na przerwie załamywać się nad tym, jaki to świat jest niesprawiedliwy i zły. Jeżeli ktoś łamie Wasze prawa, to możecie śmiało porozmawiać z wychowawcą, dyrektorem, pedagogiem, bądź skontaktować się z Rzecznikiem Praw Ucznia.

#3
Sprawdzanie zeszytów

Wydaje mi się, że ostatni raz mój zeszyt był sprawdzany przez nauczyciela w gimnazjum. Po wakacjach będę maturzystką, a przez poprzednie 3 lata szkoły średniej, żaden z belfrów nie tknął mojego zeszytu w celu przeanalizowania notatek. Tymczasem podczas oglądania jednego z materiałów o denerwujących rzeczach w szkole, licealista stwierdził, że nienawidzi, gdy... nauczyciele sprawdzają mu zeszyty. Jedynym przypadkiem, gdy nauczyciele zerkają na notatki uczniów w mojej szkole to wtedy, gdy jasno widać, że dany patafian nie jest skupiony/ utrudnia pracę edukatorowi. 


#4
Jeżeli biegasz po korytarzu, to nauczyciel zwraca Ci uwagę

To akurat zdanie wzięte żywcem od YouTuberki ze szkoły podstawowej. Nie przepadam za prześmiewaniem się z dzieci, które kręcą vlogi, jednak to stwierdzenie było tak urocze: "Nie przepadam za szkołą, ponieważ gdy biegniesz przez korytarz, to nauczyciel zwraca Ci uwagę i każe stanąć w kącie". Gdyby przez sekundę się zastanowić, to w sumie taka kara ma sens dla dziesięcioletniego ucznia- być może chodzi o jego bezpieczeństwo? Nauczyciele nie dyżurują na przerwach bez sensu, mają obowiązek reagować na takie akcje. Ale tego już chyba nie muszę tłumaczyć. 

#5
Zebrania z rodzicami
Jako denerwujący aspekt wymienione były także... zebrania z rodzicami. Cóż, kiedy próbuje udawać się dorosłego i ukrywać przed mamą, czy tatą gorsze oceny, ucieczki i nieobecności, to faktycznie- nie zbyt przyjemnie. Ale jest również kilka ważnych aspektów, które warto by przekazać bezpośrednio z ust wychowawcy do rodziców. "Mam 18 lat, dlaczego nie mogę sam chodzić na te zabrania?" Zastanówmy się... może dlatego, że wciąż masz naście lat i pstro w głowie? Możecie mi wierzyć, czy też nie, jednak zauważyłam, że takie spotkania w szkołach średnich dużo zmieniają w podejściu niektórych uczniów. Z resztą- sprawy organizacyjne między uczniami, a nauczycielami powinno załatwiać się podczas godziny wychowawczej. 

 #6
"Bezsensowny materiał" + brak praktycznej wiedzy

Uwielbiam ten akapit i mogłabym rozpisywać się nad jego geniuszem latami. "Po co nam to będzie potrzebne w życiu?" Tak naprawdę- po nic. Ale denerwujący Cię temat nie pojawił się w szkole tylko i wyłącznie po to, by utrudnić Ci życie. Zostawmy już mury gimnazjum za nami. Po jego ukończeniu musimy wybrać ścieżkę idealną dla nas- szkołę zawodową, liceum, bądź technikum. Każda placówka przygotowuje dla nas odpowiednią wiedzę, tak by było wiadomo, że reprezentujemy takie, czy inne wykształcenie. Jeżeli nie masz ochoty poznawać tajników logarytmów, czy rozszerzalności termicznej, daruj sobie szkołę średnią. Bo później dzięki niewłaściwym decyzjom, ekipa kanału matura to bzdura ma świetny materiał na kolejne filmiki. 

A co do braku praktycznej wiedzy... Wiele osób, które marudzi na jej brak, uczy się w liceum, a gdy powie się coś na temat technikum, prycha z pogardą. Ja nie narzekam- jestem w szkole technicznej, odbyłam praktykę zawodową, miałam taki przedmiot jak "podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej", a z każdej strony zasypują nas dodatkowymi bezpłatnymi kursami. Nabyłam wiedzę, która przyda mi się w przyszłości, a na praktykach przekonałam się, co tak naprawdę umiem, a czego nie. I nie czuję się gorsza od licealistów. Szkoła zawodowa jest również dobrym rozwiązaniem pod względem praktycznym- wtedy możesz skupić się w głównej mierze na wyuczeniu konkretnego fachu. A należy pamiętać, że obecnie rynek pożąda specjalistów.

Nie ma co ukrywać- polska edukacja nie jest idealna. Ma wiele niedociągnięć, które należy dopracować, lecz pewnych kwestii nie można krytykować. Zakaz jedzenia na lekcji, używania telefonów, czy punktualne przychodzenie na zajęcia ma na celu nauczenie nas dyscypliny. Stres spowodowany (nie)zapowiedzianymi kartkówkami jest tylko wstępnie tym, co czeka nas w dorosłym życiu. Wtedy dopiero będziemy przechodzili test za testem. Ale wtedy będą to już sprawdziany naszej dojrzałości.


Nowszy post Starszy post Strona główna

2 komentarze:

  1. Szkoła, szkoła, szkoła, tak wszyscy zawsze na nią narzekali, a jak przychodzi co do czego to wszyscy starsi bardzo chętnie by do niej wrócili. Co do samego wpisu to dla mnie zawsze najbardziej zrozumiały był punkt czwarty, kiedyś moje gabaryty były dużo... hmm... szersze, więc całkowicie rozumiałem że jak wpadnę na kogoś biegnąc przez korytarz, to mogę mu połamać wszystkie kości a nawet zabić ;)
    Grunt to trochę więcej zrozumienia.

    OdpowiedzUsuń